To zdanie słyszę niemal codziennie.
„On potrzebuje 15–20 minut i wtedy puszcza.”
„Muszę go najpierw przekłusować, przegalopować i później już jest lepiej.”
„Na początku jest sztywny, ale potem się rozluźnia.”
To zdanie jest tak powszechne, że stało się normalne.
Ale właśnie dlatego warto się przy nim zatrzymać.
Bo może zmieniać sposób, w jaki patrzymy na ciało konia.
I może sprawić, że łatwo przeoczymy jego komunikacje.
I zadajmy sobie jedno pytanie:
Co dokładnie oznacza, że koń „puszcza”?
Co się naprawdę zmienia w jego ciele?
Czy jego ciało staje się bardziej czułe na pomoce?
Czy znajduje równowagę?
Czy zaczyna nieść siebie w inny sposób?
A może zmienia się coś subtelniejszego.
Na początku treningu ciało zawsze coś komunikuje.
Czasami to subtelne.
Czasami bardzo wyraźne.
Napięcie.
Sztywność.
Brak płynności.
Brak dostępności.
To nie jest przeszkoda.
To jest informacja.
To moment, w którym ciało pokazuje swój prawdziwy stan — zanim my poprosimy żeby się zaadaptowało do Nas, zanim znajdzie sposób, żeby sobie poradzić z Naszymi oczekiwaniami.
To pierwszy dialog z układem nerwowym - o konkretnych przykładach więcej na live w czwartek.
Więcej ruchu.
Więcej impulsu.
Więcej przejść.
Bo wierzymy, że ruch przyniesie rozluźnienie.
I po pewnym czasie koń rzeczywiście się zmienia.
Jego ciało zaczyna wydawać się bardziej miękkie.
Bardziej dostępne.
Bardziej „gotowe”.
I wtedy mówimy: „teraz puścił”.
Ale to, co odczuwamy to nie zawsze cały proces, który wydarzył się z perspektywy konia.
Koń ma niezwykłą zdolność adaptacji.
Potrafi znaleźć sposób, żeby się poruszać, nawet jeśli nie jest jeszcze w równowadze, czy nie porusza się diagonalnie równo.
Potrafi znaleźć sposób, żeby odpowiedzieć, nawet jeśli nie wszystko jest “gotowe”.
Potrafi dostosować się do warunków, które mu oferujemy.
Z zewnątrz widzimy zmianę.
Ale pytanie brzmi:
Czasami to, co odbieramy jako rozluźnienie, może być właśnie procesem adaptacji.
Kiedy koń na początku treningu jest napięty, sztywny, niechętny do ruchu — lub przeciwnie, zbyt energetyczny — to jest informacja.
Już od pierwszych kroków ciało daje nam ogromną ilość danych.
W sposobie, w jaki się porusza.
W jakości oddechu.
W napięciu i rozluźnieniu danych partii ciała.
W płynności ruchu lub jej braku.
Kiedy w odpowiedzi na to przechodzimy przez kolejne chody, ciało zaczyna się dostosowywać.
Receptory napięcia przyzwyczajają się do obciążenia.
Układ nerwowy reguluje swoją odpowiedź.
Sygnały, które były wyraźne na początku, stają się mniej widoczne.
Z zewnątrz wygląda to jak rozluźnienie.
Ale proces, który do tego prowadzi, może mieć różne źródła.
Pytanie brzmi: w jaki sposób to robi.
Jeśli równowaga i rozluźnienie nie są jeszcze dostępne, ciało zacznie korzystać z kompensacji.
Inne mięśnie przejmą pracę.
Inne struktury zaczną się przeciążać.
Kręgosłup straci swoją prawdziwą ruchomość, plecy się usztywnią.
Inne zaczną być omijane.
Ruch będzie obecny.
Ale jego jakość może opierać się bardziej na strategii przetrwania niż na prawdziwej równowadze.
Przez długi czas sama myślałam w ten sam sposób.
„Po 20 minutach jest lepiej.”
Bo tak robili wszyscy wokół mnie.
Bo tak zostałam nauczona.
Bo to było normalne.
Ale z czasem zaczęłam zauważać, jak również obserwowałam podejście Manolo, że czas sam w sobie nie zawsze jest tym, co tworzy zmianę i da się rozgrzewkę poprowadzić w dużo lepszy dla konia sposób.
Możesz spędzić 20 minut w ruchu, który utrwala istniejące wzorce.
Albo możesz w kilku minutach stworzyć warunki, w których ciało zaczyna się organizować w inny sposób.
Manolo od pierwszej sekundy obserwuje ciało i widzi czego dziś koń potrzebuje, w jakich miejscach potrzebuje się bardziej rozciągnąć w jakich bardziej zaangażować.
Jeśli tylko poświęcimy mu uwagę i skupimy się na poprawnym biomechanicznie ruchu i zaczniemy trening od małych pytań
(rozwinę ten temat na live) to zapewnimy takie środowisko, w którym koń może odnaleźć równowagę.
Bez pośpiechu.
Bez nadmiaru presji.
Prawdziwe pytanie brzmi:
Czy oddech się zmienił?
Czy plecy zaczęły dobrze pracować?
Czy ruch zaczął przepływać przez całe ciało?
Czy napięcie zaczęło ustępować miejsca roszluźnieniu?
Bo gotowość nie pojawia się po określonym czasie.
Ona pojawia się w określonym stanie.
A gdyby nie czekać, aż koń „puści”…
tylko pomóc jego ciału odnaleźć organizację już od pierwszych kroków — bez potrzeby intensywnego ruchu?
Jak wiele może zmienić się wtedy w jakości każdego kroku.
Jak inaczej może rozwijać się ciało.
Jak inaczej może rozwijać się komunikacja.
Bo być może rozgrzewka nie jest momentem, w którym ciało zaczyna się poruszać.
Być może jest momentem, w którym zaczyna się organizować.
A kiedy zaczynamy patrzeć na ten moment przez pryzmat biomechaniki — naprawdę widzimy, co dzieje się w ciele konia.
Jak ruch powstaje.
Gdzie się zatrzymuje.
Gdzie przepływa.
I gdzie czeka, aż zostanie zauważony.
Może właśnie tam zaczyna się prawdziwa zmiana.